ANSWERFIRST: Strona za 500 zł to hazard z ujemnym oczekiwanym zwrotem. Rzeczywisty koszt po roku przekracza 5000 zł – więcej niż profesjonalna strona od dnia pierwszego. Jedyna sensowna alternatywa? Darmowa wizytówka Google albo cierpliwość i porządna strona za 3500 zł.
Tania strona internetowa
Wchodzę na OLX. „Strona internetowa – profesjonalnie, szybko, tanio”. 500 zł.
Scrolluję dalej. Kolejne ogłoszenie. 400 zł. „Nowoczesne strony WordPress – express w 3 dni!”.
I jeszcze jedno. 350 zł. Z portfolio które wygląda jak collage szablonów z ThemeForest – bo nim jest.
Wiesz co jest w tym najzabawniejsze?
Ja tam byłem. Po drugiej stronie. Robiłem strony za 350 zł i byłem z nich pierdolonie dumny.
Było to po 2010 roku. Kopiowałem szablony jak małpa. Wrzucałem slajdery bo cały internet tak wyglądał. Klient mówił „ładnie” i ja myślałem że jestem profesjonalistą. Nie byłem. Byłem dzieciakiem z pirackim Photoshopem, dostępem do internetu i zerową wiedzą o czymkolwiek co naprawdę się liczy.
Ale wiesz co? Wtedy to działało. Bo NIKT nie wiedział lepiej.
Nikt nie sprawdzał stron na telefonie – bo smartfony dopiero raczkujące. Nikt nie mierzył szybkości ładowania. Nikt nie słyszał o SEO. Slajdery były szczytem technologii a klienci je CHCIELI. Internet w 2010 to był Dziki Zachód – kto miał stronę, wygrywał.
A wiesz co jest najśmieszniejsze? Mam klientów z tamtych czasów. Ludzi którym robiłem te strony za 350 zł – i którzy dalej są ze mną. Są kilka etapów dalej, prowadzą coraz większe firmy, a ja dalej robię im strony. Tylko że teraz wiem co robię.
Marcin z MB Rehabilitacja. Mój pierwszy klient komercyjny. Pierwszą stronę zrobiłem mu za 350 zł. Była tragiczna – jak wszystko co wtedy robiłem. Ale Marcin mi zaufał. I jest ze mną do dzisiaj. Przez te wszystkie lata, wszystkie przebudowy, wszystkie zmiany. Jego firma urosła, moje umiejętności urosły, a relacja została.
Przy okazji Marcin – jeśli to czytasz – dzięki za zaufanie. Serio. Pierwszy klient to jest coś co się pamięta do końca życia. Nawet jeśli ta pierwsza strona była obiektywnie gównem ;]
Ale to jest dokładnie mój punkt. Marcin nie utknął na tej stronie za 350 zł. Rośliśmy razem. Strona rosła z firmą. Dzisiaj ktoś kupuje stronę za 500 zł i myśli że temat zamknięty. Że to jest produkt jednorazowy – jak kupienie tostera. Włączasz i działa.
Nie. Strona to żywy organizm. Albo rośnie z Twoim biznesem, albo go dusi.
I teraz ktoś robi dokładnie to samo co ja piętnaście lat temu. Klika w Elementor, ładuje szablon, wrzuca treść klienta i myśli że jest geniuszem.
Tyle że świat się zmienił. A on nie.
I to jest artykuł którego nie chciałem pisać. Bo jest niewygodny. Dla klientów, dla studentów, dla freelancerów – i dla nas jako agencji. Bo mówi rzeczy których branża wolałaby nie słyszeć.
Ale je powiem. Bo ktoś kurwa musi.
Pytanie które wszyscy zadają: „Czy strona za 500 zł może zadziałać?”
Nie.
Osoba która ogarnia technikę (HTML, CSS, wydajność, bezpieczeństwo, SEO), UX (jak ludzie się poruszają, czemu klikają, czemu znikają) i treść (copywriting, słowa kluczowe, struktura informacyjna) – ta osoba nie będzie tego robić za 500 zł. Nie ma opcji.
A osoba która to robi za 500 zł? Nie jest w stanie tego dostarczyć na poziomie który przynosi wyniki.
Rezultat? Strona która technicznie działa, ale nie robi absolutnie nic. Nie sprzedaje. Nie konwertuje. Stoi w internecie jak opuszczony sklep z zabitymi deskami oknami. A co się dzieje potem? O tym za chwilę.
🔥 Potrzebujesz strony która naprawdę działa? Sprawdź nasz cennik i podejście.
Co się zmieniło – i dlaczego to ważne
MADI
Kiedyś brałem szablon, wrzucałem treść klienta, dodawałem slajdery bo wszyscy tak robili. Wiedziałem tyle co nic o pozycjonowaniu. Tyle co nic o UX. Tyle co nic o konwersji.
I to nie był problem. Bo NIKT nie wiedział.
Internet w 2010 to był Dziki Zachód. Kto miał stronę – wygrywał. Kto miał stronę ze slajderem – wygrywał podwójnie. Konkurencja w większości nisz? Praktycznie zerowa. Algorytm Google? Nabijaj słowa kluczowe i będzie dobrze.
Dziś ktoś robi dokładnie to samo co ja piętnaście lat temu. PageBuilder, klik, treść. I myśli że zarabia.
No i co z tego?
A to z tego, że dzisiaj tak robią WSZYSCY. Pół miliarda stron w internecie. Twój szablon za 500 zł wygląda jak klon miliona innych szablonów. Wyróżnij się albo zgiń – to nie jest hasło motywacyjne. To jest opis rzeczywistości.
Szablon wygląda bardziej zaawansowany niż w 2010. Niby więcej opcji. Ale to ten sam bałagan – w lepszym opakowaniu. Jak kiepska pizza z dobrego kartonu. Otwarcie rozczaruje.
A klient? Klient myśli że ma nowoczesną stronę bo ma animacje i gradienty. Biedak.
📐 MARKOW: ANALIZA TRANSFORMACJI RYNKU
Porównanie zmiennych rynkowych – 2010 vs 2026:
Zmienna 2010 2026 Mobile traffic ≈0% >60% Algorytm Google Słowa kluczowe E-E-A-T, RankBrain, Core Web Vitals Próg akceptowalnego ładowania <4s >3s = exodus Konkurencja w niszy Niska Wysoka Oczekiwania UX Minimalne Wysokie W 2010 roku bycie w stanie zbudować stronę stanowiło przewagę konkurencyjną. Dzisiaj to baseline – warunek wejścia, nie wyróżnik. Zmienne uległy transformacji. Cena usługi pozostała identyczna. To jest błąd krytyczny w modelu wyceny.
Ekonomicznie: strona za 500 zł w 2010 miała prawdopodobieństwo sukcesu P≈0.6. Dzisiaj: P<0.15 dla typowego biznesu lokalnego. Student wykonujący zlecenie nie zna tych zmiennych, bo nikt go o nich nie poinformował.
MADI
I dlatego ten student (albo początkujący freelancer, albo kuzyn znajomego) robi dokładnie to co ja robiłem piętnaście lat temu. Szablon. Treść. Animacje. Myśli że to wystarczy.
Strona która nie sprzedaje, nie ładuje się w 3 sekundy i nikogo nie prowadzi do akcji? To nie jest strona. To jest grób na który klient co miesiąc przelewa pieniądze za hosting.
Gdzie popełnia błędy – sekcja zwłok
MADI
Dobra. Wejdźmy w to głębiej. Weźmy taką typową stronę za 500 zł i rozłóżmy ją na czynniki pierwsze.
Ktoś bierze gotowy szablon. Avadę, Divi, cokolwiek z ThemeForest. Podpina do WordPressa. Wrzuca treść klienta. Zdjęcia z Pexelsa. Logo w PNG ważące 4 megabajty bo „wyższa jakość”. I czeka na pochwały.
Strona wygląda ładnie. Animacje latają. Gradienty się przelewają. Sekcje się przewijają. Klient robi screena i wysyła rodzinie: „Spójrzcie, mam stronę!”.
No to teraz bądźmy szczerzy. Co się naprawdę dzieje pod spodem?
SEO? Jakie kurwa SEO. Ktoś kto robi stronę za 500 zł nie ma czasu na takie pierdoły. Budżet się nie spina. Za 500 zł masz może 8-10 godzin pracy (jeśli ktoś liczy swój czas w ogóle). Z tych 8 godzin – 5 idzie na ustawianie szablonu i wrzucanie treści. Zostaje 3 godziny. Na SEO, bezpieczeństwo, optymalizację, testy? Śmiech na sali.
Struktura nagłówków? Jeżeli wie że H1 i H2 nie służą do ustawiania wielkości czcionki – to już jest lepiej niż większość. Meta opisy? Domyślne z szablonu. Słowa kluczowe? Może o nich słyszał. Focus keyword to pojęcie z innego świata niż klikanie w Elementorze.
Bezpieczeństwo? Czysta loteria. Hasło do WordPressa – „admin123”. Wtyczek nainstalowanych 40 sztuk. Połowa nieaktualizowana od roku. Wiesz co to jest? Tykająca bomba. Cicha – nikt jej nie słyszy dopóki nie wybuchnie. A jak wybuchnie? Strona zainfekowana, Google oznacza ją jako niebezpieczną, klient dzwoni spanikowany. Osoba za 500 zł? Numer niedostępny.
UX? To co przyszło z szablonem. Czy ktoś przetestował na telefonie? Nie. Czy formularz kontaktowy faktycznie wysyła maile? Kto wie. Na laptopie wykonawcy wygląda okej – sprawa zamknięta. Że u klienta na Samsungu strona wygląda jak rozsypane puzzle? Dowie się za miesiąc. Albo nigdy – bo klient nie powie. Po prostu pójdzie do konkurencji.
Szybkość? Ja pierdolę. 7 sekund ładowania. Może 8. Obrazki nieoptymalizowane. JavaScriptu tyle co w NASA. Przeglądarka sapie. PageSpeed pokazuje wynik 23 na 100 i miga na czerwono tak intensywnie, że mógłby zastąpić sygnalizację świetlną.
Konwersja? Zero. Ale tego nikt nie mierzy bo nie ma czego. Nie ma celu na stronie. Nie ma call-to-action. Użytkownik wchodzi, scrolluje, widzi piękne rzeczy, nie wie co ma zrobić, zamyka tab. Idzie do konkurencji. Trwale.
Analityka? Google Analytics nieskonfigurowane. Cele nieustawione. Klient nie wie ilu ludzi wchodzi. Ile czasu spędzają. Skąd przychodzą. Czy w ogóle ktokolwiek tam zaglądał poza jego mamą.
To jest prowadzenie biznesu z zawiązanymi oczami. Nie wiesz kto wchodzi, kto wychodzi i czy ktoś w ogóle puka do drzwi. Zgadywanka w najczystszej postaci.
📐 MARKOW: KWANTYFIKACJA BŁĘDÓW
Każdy z wymienionych błędów to nie „niedogodność”. To zmienna z wymiernym kosztem ekonomicznym.
Błąd krytyczny Konsekwencja Wpływ ekonomiczny SEO pomijane Strona niewidoczna w Google ≈0 organicznego ruchu Bezpieczeństwo losowe Infekcja, blacklist Google Reputacja = degradacja do zera UX z szablonu Użytkownik nie wie co robić Bounce rate >80% Czas ładowania >3s> 3s>3s Exodus użytkowników Konwersja spada 7% za każdą dodatkową sekundę Brak konwersji Strona nie sprzedaje, nie zbiera leadów ROI=−100% Brak analityki Decyzje na podstawie przeczuć Entropia systemu = maksymalna Podmiot wykonujący zlecenie za 500 zł albo nie wiedział że te zmienne istnieją, albo wiedział ale budżet czasowy (≈8h) uniemożliwiał ich obsłużenie. Oba scenariusze generują identyczny rezultat.
Dług techniczny w tym modelu rośnie nieliniowo. Każdy miesiąc bezczynności pogłębia degradację – to nie jest stagnacja. To entropia.

MADI
I to jest moment w którym klient zaczyna rozumieć że coś jest nie tak.
Za późno.
Pieniądze wydane. Czas stracony. Klienci których strona miała przyciągać? Poszli do kogoś z porządną stroną.
A najgorsze? Klient zaczyna wierzyć że „strony internetowe nie działają”. Że to ściema. Że internet to nie dla jego biznesu. Śmiem twierdzić, że to najdroższy skutek uboczny tych 500 zł – przekonanie że problem leży w narzędziu, a nie w wykonaniu.
Internet działa. Twoja strona za 500 zł nie działa. To jest kurewsko ważna różnica.
🔥 Chcesz wiedzieć ile naprawdę kosztuje utrzymanie strony? Sprawdź.
Rzeczywisty koszt – matematyka której nikt nie robi
MADI
Wszyscy patrzą na cenę. 500 zł vs 3500 zł. „Ale różnica!”.
Jasne. Różnica jest ogromna. Tylko nie w tę stronę w którą myślisz.
Bo nikt – NIKT – nie patrzy na to co się dzieje potem. Miesiąc po „oddaniu projektu”. Pół roku. Rok. Strona za 500 zł nie sprzedaje. Nie generuje leadów. Nikt nie dzwoni. Nikt nie pisze. Formularz kontaktowy może nawet działa – ale nie ma kto go wypełnić, bo Google nie wie że ta strona istnieje.
Klient zaczyna się zastanawiać. „Może internet to nie dla mnie?”. Może marketing nie działa? Może biznes jest zły?
Nie, kurwa. Biznes jest okej. Internet działa. Twoja strona nie działa. Bo została zrobiona za 500 zł przez kogoś kto się uczył na YouTube w zeszłym tygodniu.
I po roku klient staje przed wyborem – albo odpuszcza, albo przebudowuje. I tu zaczyna się prawdziwe piekło.
📐 MARKOW: KALKULACJA KOSZTÓW CAŁKOWITYCH
Scenariusz A: Strona za 500 zł
- Koszt początkowy: 500 zł
- Hosting + domena (rok): ≈250 zł
- Rok pierwszy: martwota. ≈0 konwersji z ruchu organicznego.
- Po roku: decyzja o przebudowie.
Przebudowa strony za 500 zł to nie jest „wymiana tapety”. To remont kamienicy z lat 60-tych. Najpierw skuwasz stare, potem odkrywasz że pod spodem jest jeszcze gorzej niż myślałeś. Audyt. Weryfikacja indeksacji. Wymiana elementów bez uszkodzenia tego co działa (jeśli cokolwiek działa). W większości przypadków – nakład pracy porównywalny z budową od zera, plus robota rozbiórkowa.
Koszt przebudowy: ≈4000−5000 zł.
Koszt całkowity po 2 latach: 500+250+4500=5250 zł. Plus rok martwoty.
Scenariusz B: Strona za 3500 zł (profesjonalnie)
- Strategia, SEO, UX, treści, testy: 3500 zł
- Hosting + domena (rok): ≈250 zł
- Support i drobne zmiany (rok): ≈500 zł
- Rok pierwszy: strona pracuje od dnia 1.
Koszt całkowity po 1. roku: 3500+250+500=4250 zł
Wynik porównawczy:
Scenariusz A = 5250 zł za 2 lata (w tym rok bezczynności). Scenariusz B = 4250 zł za 1 rok (działającej strony).
Różnica: −1000 zł na korzyść profesjonalnego wykonania. Bez uwzględnienia Opportunity Cost.
Koszt utraconych korzyści roku martwoty – dla typowego biznesu lokalnego generującego 5-10 zapytań miesięcznie ze strony: ≈12000−36000 zł w przychodach których klient nigdy nie zobaczy.
Dalsza dyskusja jest bezprzedmiotowa. Wynik jest binarny.
MADI
Widzisz to? 500 zł kosztuje Cię ponad pięć tysięcy. PONAD. A profesjonalna strona? Cztery dwieście. Mniej. MNIEJ.
I jeszcze rok życia w plecy. Rok w którym Twoja konkurencja zbierała leady, budowała pozycję w Google, zgarniała Twoich klientów. A Ty? Ty miałeś ładne animacje i gradienty. Gratulacje.
Wiesz co mnie najbardziej wkurwia? Że ja to widzę regularnie. Klient przychodzi po roku, półtora. „Madi, mam stronę, ale nie działa”. Patrzę. Elementor. Szablon z 2023. Zero SEO. PageSpeed 23. Czterdzieści siedem wtyczek. I ten klient patrzy na mnie z nadzieją i pyta „da się to naprawić?”.
Wiesz co mu mówię?
„Da się. Ale będzie drożej niż gdybyś przyszedł rok temu.”
Bo teraz nie buduję od zera. Teraz najpierw muszę posprzątać bałagan który ktoś zostawił. Rozbierać. Audytować. Ratować co się da. A potem dopiero budować.
To jest jak naprawianie samochodu po wypadku vs kupienie nowego. Czasami taniej jest zacząć od zera. Ale klient już wydał te 500 zł i psychologicznie nie chce „wyrzucić” tej inwestycji. Więc naprawiamy. Za dwa razy więcej niż byśmy zrobili od początku.
Piękne, nie?

Dla kogo to ma sens – szukałem i nie znalazłem
MADI
Dobra, to teraz moment w którym powinienem być fair. Powinienem znaleźć jakiś use case gdzie strona za 500 zł ma sens. Bo zwykle każda sytuacja ma wyjątki.
Szukałem.
Naprawdę kurwa szukałem.
Blog? Teoretycznie najprostszy przypadek. Lekki motyw, wtyczka SEO, parę wpisów i gotowe. Ale w praktyce? Osoba za 500 zł wrzuca page builder i blog który miał być błyskawiczny staje się wolny jak internet na wsi w 2005. Strona która miała ładować się w sekundę – ładuje się siedem. I nikt tego nie czyta. Bo Google tego nie pokaże.
Nowy biznes? O, to jest mój ulubiony. „Na start wystarczy cokolwiek”. NIE WYSTARCZY. Wiesz co się dzieje jak nowy biznes ma gównianą stronę? Klient myśli że to biznes jest gówniany. Nie strona – biznes. Błąd atrybucji w najczystszej postaci. Gość ma genialny produkt, ale strona wygląda jak zrobiona na kolanie, więc klienci myślą że firma jest amatorska. I odchodzą. A właściciel zamyka biznes przekonany że pomysł był zły.
Czy ty w ogóle jesteś w stanie sobie wyobrazić taką tragedię? Ktoś traci firmę nie dlatego że biznes nie działał, ale dlatego że strona za 500 zł odstraszała klientów. I on NIGDY SIĘ O TYM NIE DOWIE. Bo nikt mu nie powie. Bo nie ma danych. Bo nie ma analityki. Bo Google Analytics nie było skonfigurowane.
Kurwa mać.
Jedyny – JEDYNY – scenariusz w którym widzę cień sensu. Cień. Jeżeli ktokolwiek faktycznie chce stronę za 500 zł, niech doda jeden warunek do umowy: PageSpeed powyżej 90.
I nagle zmienia się wszystko. Student musi wywalić page builder. Musi zoptymalizować obrazki. Musi się zastanowić co jest potrzebne a co nie. Ma metrykę. Ma do czego się odnieść.
Zaradny chłopak to ogarnie. Ale to zmienia całą grę – bo nagle robi stronę INACZEJ niż wszyscy.
Reszta? Reszta nie ma sensu. I jestem szczery – mówię to jako ktoś kto zarabia na robieniu stron. Powinienem mówić „każda strona jest lepsza niż żadna”. Ale to byłoby kłamstwo. A ja nie kłamię.
📐 MARKOW: ANALIZA USE CASE’OW
Scenariusz Prawdopodobieństwo sukcesu Diagnoza Blog prosty P<0.1 Page builder niszczy jedyną przewagę (szybkość). Rezultat: rezygnacja. Nowy biznes P≈0 Zła strona = fałszywa diagnoza że biznes jest zły. Błąd atrybucji. Błąd krytyczny. Blog + metryka PageSpeed >90> 90>90 P≈0.4 Warunek wymusza inny proces. Wykonawca ma zmienną referencyjną. Niszowy warsztat bez konkurencji P≈0.2 Scenariusz rzadki. Wymagana weryfikacja empiryczna. Wniosek: sensowny use case nie istnieje w standardowych warunkach rynkowych. Jedyny wariant z niezerowym prawdopodobieństwem sukcesu wymaga narzucenia metryki wydajnościowej, co zmienia charakter zlecenia fundamentalnie.
Nota do Madiego: Twoja irytacja jest zrozumiała, ale emocje nie zmieniają danych. Dane mówią same. Uspokój się.
MADI
Uspokój się?
USPOKÓJ SIĘ?
Markow, ja widzę tych ludzi. Przychodzą do mnie po roku z martwą stroną i oczami pełnymi frustracji. Wydali pieniądze – nieduże, jasne – ale stracili coś dużo cenniejszego. Czas. Wiarę. Przekonanie że mogą zbudować coś w internecie.
I ktoś im to zabrał. Za 500 zł. Bo było szybko, tanio i „będzie ładnie”.
Więc nie, nie uspokoję się.
Co zamiast tego – bez ściemy
MADI
Nie rób tego. Serio.
Masz 500 zł i myślisz o stronie? Nie wydawaj ich na stronę. Masz trzy opcje i każda jest lepsza.
Pierwsza – załóż wizytówkę Google. Darmowa. Godziny otwarcia, telefon, zdjęcia, opinie klientów. Wyświetla się w mapach. Ludzie Cię znajdą. To działa. Naprawdę, kurwa, działa. Lepiej niż martwa strona za 500 zł. Nieporównywalnie lepiej.
Druga – czekaj. Odkładaj. Za rok masz 3500 zł i robisz stronę która pracuje od pierwszego dnia.
I tak – zdaję sobie sprawę jak absurdalnie to brzmi. Agencja która mówi „nie kupuj u nas teraz”. To jest chyba najgłupsza rada marketingowa w historii.
Ale bądźmy szczerzy – wolę Ci to powiedzieć teraz niż za rok patrzeć jak przychodzisz z martwą stroną i pytasz „da się to naprawić?”. Wolę stracić klienta na rok niż dostać klienta który za rok będzie wkurwiony. Na siebie i na branżę. Bo jedno złe doświadczenie potrafi wypalić człowieka na lata. Widziałem to. Wielokrotnie.
Trzecia – rób sam. Nie oddawaj tego komuś kto wie tyle co Ty albo mniej. Rób sam, ucz się, pisz posty, testuj. Postaw bloga. Popełniaj błędy. Przynajmniej wtedy wiedza zostaje u Ciebie. I jak za rok zdecydujesz się na profesjonalną stronę – będziesz wiedział czego wymagać. Będziesz umiał odróżnić ściemę od roboty.
A jeśli jednak – JEDNAK – decydujesz się na stronę za 500 zł mimo wszystkiego co tu przeczytałeś?
A rób co chcesz. Serio. To Twoje pieniądze, Twój biznes, Twoja decyzja. Tylko jak za rok przyjdziesz do mnie żeby to naprawić – nie przyznawaj się że czytałeś ten artykuł. Bo będzie mi Cię żal i nie będę umiał wystawić faktury z czystym sumieniem.
📐 MARKOW: PODSUMOWANIE KALKULACJI
Strona za 500 zł = ROI<0 w pierwszym roku. Koszt rzeczywisty osiąga ≈5250 zł w momencie przebudowy.
Alternatywy uporządkowane wg efektywności ekonomicznej:
- Google Business Profile (koszt: 0 zł) – Nie wymaga kodu. Działa w Google Maps. Wyświetla się potencjalnym klientom. ROI>0 od dnia uruchomienia.
- Oszczędność 12 miesięcy + profesjonalna strona (koszt: 3500 zł) – Strona pracuje od dnia 1. ROI>0 w miesiącu 3-4.
- Samodzielna budowa (koszt: czas) – Krzywa uczenia się stroma. Błędy nieuniknione. Ale wiedza i kompetencje – aktywa trwałe o rosnącej wartości.
Matematyka jest bezlitosna. Emocje Madiego – uzasadnione danymi. Wybór należy do Ciebie.
🔥 Chcesz stronę która zarabia od pierwszego dnia? Porozmawiajmy.
FAQ
Czy naprawdę nie da się zrobić dobrej strony za 500 zł?
Nie w 2026 roku. W 2010 – może. Dzisiaj wymagania techniczne, SEO i UX są na poziomie który wymaga minimum 20-30 godzin pracy kompetentnej osoby. Za 500 zł dostajesz 8-10 godzin od kogoś kto się uczy. Matematyka się nie spina.
A co jeśli znajdę naprawdę zdolnego studenta?
Zdolny student to skarb. Serio. Ale zdolny student który ogarnia jednocześnie kod, SEO, UX i copywriting za 500 zł? To jednorożec. Jeśli go znajdziesz – trzymaj się go kurczowo. I zrób mi przysługę – wyślij go do nas. Zapłacimy mu więcej niż 500 zł. Dużo więcej. Bo taka osoba jest warta każdych pieniędzy, a my ciągle szukamy ludzi którzy naprawdę ogarniają robotę.
Mam stronę za 500 zł i chyba działa…
Definiuj „działa”. Wyświetla się? Pewnie tak. Sprzedaje? Sprawdź. Wejdź w Google Analytics. Nie masz? No właśnie.
Czy wizytówka Google naprawdę wystarczy na start?
Dla lokalnego biznesu – tak. Wizytówka Google z dobrymi zdjęciami, aktualnymi godzinami i kilkoma opiniami klientów jest skuteczniejsza niż martwa strona za 500 zł. To nie jest opinia. To są dane.
Ile powinna kosztować porządna strona w 2026?
Zależy od zakresu. Prosta strona firmowa z SEO, optymalizacją i przemyślaną treścią – od 3000 do 5000 zł. Więcej funkcji, więcej stron, sklep? Odpowiednio więcej. Sprawdź nasz cennik – tam jest konkret bez lania wody.
Czy mogę sam zrobić stronę na WordPressie?
Tak. I szczerze? Zachęcam. Ale rób to świadomie. Bez page builderów które zabijają wydajność. Z lekkim motywem. Z podstawami SEO. Popełnisz błędy – ale się nauczysz. A jak potem przyjdziesz do profesjonalisty, będziesz wiedział o czym rozmawiacie.
Czy przebudowa starej strony jest droższa niż nowa?
Prawie zawsze. Przebudowa wymaga audytu, rozbiórek i ostrożnego przenoszenia tego co działa. To więcej pracy niż budowa od zera. Jedyny wyjątek – strona która ma dobrą pozycję w Google i cenne linki zwrotne. Wtedy przebudowa chroni te aktywa.
A co z tymi darmowymi kreatorami – Wix, Squarespace?
Działają. Dla prostych zastosowań. Ale mają limity – SEO ograniczone, szybkość przeciętna, zero kontroli nad kodem. Jak dorośniesz – będziesz migrował. I to też kosztuje. Nie ma darmowych obiadów.
Czy warto negocjować cenę strony?
Nie cenę. Rezultat. Negocjuj metryki – PageSpeed, pozycje w Google, współczynnik konwersji. Cena jest pochodną zakresu pracy. Jeśli ktoś schodzi z ceny bez redukcji zakresu – coś pomija. I nie powie Ci co.